Pages Navigation Menu

Codziennie najświeższe newsy - 24/7

Recenzja Adele – 25 (2015)

Recenzja Adele – 25 (2015)

25 to, jeden z najbardziej wyczekiwanych, ale zarazem niepewnych albumów. Jeszcze niedawno sama Adele twierdziła, że pragnie definitywnie wycofać się z muzyki, a nawet gdy spróbowała dać jej szansę raz jeszcze, okazało się to niestety zbyt trudne. Doszło nawet do tego, że sama wokalistka martwiła się, że straciła już talent do tworzenia utworów – tak pięknych i niezwykłych jak poprzednie. Na szczęście ostatecznie okazało się inaczej i nareszcie trzymam w ręce najnowsze wydawnictwo Adele. Płytę udaną, może nie przełomową, ale jednak udaną….

Naszą przygodę z najnowszym krążkiem zaczynamy od znanego wszystkim singla „Hello”, w którym artystka poniekąd komunikuje się ze swoim dawnym ukochanym i opowiada o ich skomplikowanej relacji. Nie ma co ukrywać, że utwór ten oczarowuje już od pierwszym sekund słuchania – przede wszystkim swoją prawdą i masą emocji, wręcz wylewającymi się z całego nagrania. Dalej mamy prawdziwą niespodziankę w postaci kawałka „Send My Love (To Your New Lover)”, który po mrocznej, nostalgicznej balladzie wydaje się czymś, wręcz kosmicznym. Adele doskonale miesza tu popowy, taneczny klimat z elementami folku, soulu, a nawet country, co sprawia, że utwór nie tylko jest chwytliwy i skoczny, ale też niezwykle oryginalny. Jednak to dopiero „I Miss You” sprawia, że cieszę się, że Adele nie porzuciła tworzenia. Mamy tu do czynienia z nietypowym, bardzo alternatywnym mieszańcem, wzbogaconym groźnymi, specyficznymi dźwiękami i taką dawką mroku i sensualności, że nie potrafię przestać go słuchać. W takim repertuarze słychać głębie, delikatność, ale i strach i zło….

 

25 to jak wspomniałem wyżej nie album rewolucyjny, który ma zupełnie zmienić zdanie odbiorców o Adele, ale bezpieczny, popowy krążek z wyraźnymi inspiracjami soulem, jazzem, alternatywą, ale co najważniejsze folkiem, w którym to gatunku wokalistka zdobyła mnie całkowicie. Zauroczyło mnie tu bajkowe „River Lea”, przy którym ma się ochotę wyłącznie zamknąć oczy i przenieść w pogański, magiczny świat tańców przy ogromnym ognisku, biesiadowania i stałej euforii.Wcale nie gorzej wypada również kończące płytę „Sweetest Devotion”, które ogromnie przywodzi mi na myśl przepiękny film z mojego dzieciństwa, zatytułowany Totalna magia, pełny ciepła, zaklęć, ale i gorącej miłości, trwającej na wieki. Taka właśnie jest ta piosenka – sprawia, że zapominamy o całym świecie i pragniemy na nowo stać się młodzi i pełni siły do tworzenia, kochania i zabawy!

A jakie, jeszcze utwory znajdziemy na 25. Chociażby niezwykle łagodne i marzycielskie „When We Were Young” i „Remedy”, przy którym każdy wrażliwiec i nie tylko rozpłynie się w kilka sekund. Dobrze wypada, także radośniejsze „Water Under the Bridge”, wzbogacone o skoczną, delikatną elektronikę i elementy soulu i muzyki chóralnej, dodającej całej kompozycji wesołości i siły przebicia. Bardzo dobry utwór! Moim, zdecydowanym faworytem, jednak jest tu przecudowne „Million Years Ago”, w którym mamy do czynienia właściwie tylko z gitarą i głosem Adele i zapewniam Was, że niczego więcej tu nie potrzeba. Głęboki, melancholijny wokal Adele, doskonale komponuje się z tą uroczą, brzmiącą jakby niewspółcześnie, folkową i niewinną kompozycją, przy której słuchaniu nikt nie ma prawa powiedzieć do mnie, nawet słowa 😉

Podsumowując: 25 może i nie jest płytą przełomową, która przeciera stare szlaki, ale czy w ogóle miała taka być? Nie, to po prostu kolejna wspaniała pozycja od Adele, w którą słychać, że dziewczyna włożyła i serce i duszę i raz, jeszcze mnie uszczęśliwiła – zresztą pewnie nie tylko mnie!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *