Pages Navigation Menu

Codziennie najświeższe newsy - 24/7

Recenzja Cleo – Bastet (2016)

Recenzja Cleo – Bastet (2016)

Artystka: Cleo (Joanna Klepko)

Album: BASTET

Data premiery: 02.09.2016

Gatunek: pop, R&B, muzyka klubowa

Jeszcze niedawno była, jedną ze zwykłych, przeciętnych osób, które goniły za marzeniami z głową w chmurach. W końcu, jednak praca się opłaciła i Joanna Klepko pod skrzydłami Donatana przeobraziła się w Słowiankę Cleo, śpiewającą folkową muzykę, podszytą elektro bitem. Potem była, oczywiście ta legendarna Eurowizja i w końcu premiera wspólnej płyty producenta i wokalistki o tytule Hiper/Chimera – którą trzeba przyznać faktycznie da się lubić. Zostawmy, jednak ten etap bowiem jak śpiewa Cleo na nowym albumie jest  Ona już zupełnie nową osobą: Pytanie tylko, czy ta zmiana jest pozytywna, pod względem muzycznym, czy wręcz przeciwnie.

Płytę rozpoczynamy od krótkiej kompozycji o tytule List, w której Cleo we wzruszający sposób wita się ze swoim słuchaczem i dziękuje mu, że jest! Naprawdę ładny wstęp, choć lekkiej banalności w tekście nie udało się tu uniknąć, co nie znaczy, że jest źle. Potem mamy tytułowe BASTET, które faktycznie przez egipską muzykę i drapieżny tekst, podszyty pierwotnym klimatem potrafi naprawdę przypaść do gustu. Jest to moim zdaniem bardzo dobry materiał na singiel, szczególnie że można by było stworzyć do niego niezwykle oryginalny klip, których brakuje na polskiej scenie muzycznej. Nie podobają mi się natomiast wzmianki w tekście o pięknie muzyki, co już słyszeliśmy przy poprzedniej piosence List przez co nie tylko razi to banałem, ale zwyczajnie denerwuje powtarzalnością, jakby artystka nie miała co przekazać. Dobrze wypada, także Astrofizyka, będąca subtelnym, kobiecym kawałkiem, podszytym groźnym bitem i opowiadająca historię miłości….

Ogólnie rzecz biorąc na BASTET ogromnie podoba mi się światowy klimat, który towarzyszy wszystkim piosenkom. Nie są to słodkie, miałkie kawałki, jak to zwykle bywa w polskim popie, ale faktycznie słychać tu zabawę elektroniką, a także słowem – co niestety nie zawsze wychodzi tak jak powinno. Najbardziej słychać to w Mi-Się, w którym jeszcze początek zapowiada coś ciekawego, ale gdy dochodzimy do refrenu, gdy muzyka staje się niesłychanie typowa i powtarzalna, a tekst… Zostawmy to bez komentarza. Zainteresowałem się natomiast upodobaniem Cleo do śpiewania o troskach przeciętnych Polaków, (szczególnie o problemach finansowych), o których napisała nie tylko Mi-Się, ale także dawny singiel Brać: Bez obrazy, ale śpiewanie przez bogatą gwiazdę
słów o płaceniu rachunków jest dość śmieszne? A jakie utwory mamy, jeszcze na BASTET?

Choćby szalenie energetyczne i drapieżne Kocia Mama, które z pewnością idealnie nada się do tańca, klubowe N-O-C o bardziej łagodnym i wakacyjnym klimacie, czy pełne powera i o ciekawym tekście Przepis Idealny, które świetnie nada się do radio. Co do singlowego Zabiorę Nas to, jest to całkiem udana i prosta, popowa kompozycja o magicznym klimacie – Jeszcze lepsze jest za to tajemnicze i dostojne Wolę być, pełne elegancji, a zarazem historii i emocji! Osobny akapit postanowiłem poświęcić balladom na albumie, a mamy ich tylko i aż trzy: Na pół, Sami i Echo. Wszystkie z nich są całkiem udane, gdyby nie okropnie denerwujący klawiszowy wstęp, który powtarza się w każdej z nich przez co przyprawia o mdłości. Niemniej, jednak ballady chwytają za serce, choć można się przyczepić, że refreny w Na pół i Sami są stworzone według identycznego schematu. Echo natomiast najmniej przypadło mi do gustu pod względem przebojowości.

Podsumowując: BASTET to dość różnorodny twór, na którym usłyszmy tradycyjne dźwięki akordeonu, a zaraz potem niemal discopolowy bit w Mi-Sie, co bez wątpienia jednych przerazi, a innych zauroczy. Nie mniej, jednak nie jest to płyta słaba szczególnie przez światowe brzmienie i wyjątkowy wokal Cleo.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *