Pages Navigation Menu

Codziennie najświeższe newsy - 24/7

Recenzja Hilary Duff – Breathe In. Breathe Out (2015)

Recenzja Hilary Duff – Breathe In. Breathe Out (2015)

Hilary Duff jest właśnie, jedną z tych zasłużonych aktorek-piosenkarek, które dopiero z czasem grania w różnych serialach, czy filmach zrozumiały jak bardzo kochają śpiewać : ) Zaczynała grając, jedynie role drugoplanowe lub epizodyczne, potem przyszedł czas na główną rolę czarownicy w obrazie Kacper i Wendy, który choć według mnie, jako dzieciaka był całkiem przyjemny to zebrał niestety masę negatywnych recenzji. Prawdziwy sukces przyszedł dopiero z serialem Lizzie McGuire, w którym Hilary wcielała się w niezdarną, choć miłą nastolatkę, przeżywającą młodzieńcze rozterki. To właśnie w tym czasie dziewczyna zaczęła udzielać się na polu muzycznym, najpierw nagrywając cover piosenki Brooke McClymont „I Can’t Wait” na potrzeby ścieżki dźwiękowej do serialu Lizzie McGuire, a chwilę potem wydając swój debiutancki album Santa Claus Lane, który spotkał się z niemałym komercyjnym sukcesem. Teraz dziewczyna po 8 latach przerwy od śpiewania powraca z najnowszym – piątym już krążkiem, zatytułowanym Breathe In. Breathe Out. A jaki ten krążek jest? No właśnie całkiem niezły…

Na początek wita nas singlowa kompozycja Sparks, do której choć nakręcono tragiczny teledysk, piosenka sama w sobie jest całkiem przyjemna. Nie jest to numer wybitny, ale trzeba przyznać, że słucha się go całkiem dobrze, a i elektroniczny refren potrafi zapaść w pamięć na długi czas. Dalej mamy ciekawszy kawałek My Kind, w którym najbardziej spodobała mi się nowatorska melodia, przywodząca na myśl czasy Średniowiecza. Ogólnie kawałek na plus – lekki, pozytywny i szybko wpadający w ucho.Nieźle wypada, także przebojowe One in a Million, które idealnie nadawałoby się na hit nadchodzącego lata, ze względu na swoją energie i wakacyjny, taneczny klimat. Przy tym numerze, aż nie da się ustać w jednym miejscu!

A czy są na tym albumie piosenki, które mnie drażnią i których nie potrafię, wręcz wycierpieć? Zdecydowanie – choć wbrew pozorom nie ma ich tak wiele. W tej kategorii zdecydowanie wygrywa nieciekawe Stay in Love, które nie porywa ani melodyjnością, ani ciekawym tekstem, ani tak naprawdę niczym i znacząco odstaje od innych numerów. Średnio zauroczyło mnie również typowe Picture This, które brzmi niestety jak milion innych synth-popowych produktów, które mają jedynie zająć miejsce na albumie.

A teraz pora na perełki krążka, których zdecydowanie jest więcej (może to z powodu tej przyjemnej, wakacyjnej atmosfery, która wręcz kipi z całego album) Pierwszym moim faworytem jest urocze Confetti, które od początku wita nas piękną, kojącą melodią i takie pozostaje do samego końca. Artystka łączy tu trochę przebojowego elektro bitu z melancholijnym, lekko dziecinnym, ale w pozytywnym znaczeniu klimatem. Nie potrafię również przejść obojętnie obok – znowu kojarzącego się ze Średniowieczem, kawałka Lies, który zachwyca tanecznym, bajkowym klimatem, orkiestrowymi dźwiękami i nawet na chwilę nie nudzi odbiorcy. Piosenka idealnie sprawdzi się na niejeden imprezie, bo jest istną baterią pozytywnej energii i radości.

Zauroczyły mnie również akustyczne duety Tattoo i Night Like This, przy których choć trochę można odpocząć od elektronicznych dźwięków (co nie znaczy, że wcale ich tu nie ma). Obydwa numery świetnie nadawałyby się na kolejne single, promujące jakiś przesłodzony film Disneya, ze względu, ze to, że są niezwykle dziewczęce, lekkie, infantylne, ale co z tego skoro przy okazji słucha się ich wspaniale,a ich atmosfera jest urzekająca. Poza tym Hilary, dzięki skromnym, akustycznym dźwiękom pokazała w końcu, że naprawdę potrafi śpiewać – może nie jakoś wybitne, ale naprawdę przyzwoicie i po prostu ładnie. Niestety nie można tego powiedzieć o wokaliście Kendallu Schmidt, który wystąpił gościnnie w kawałku Night Like This i według mnie poradził sobie bardzo słabo. A jeśli chodzi o z wyczekiwany duet z Ed Sheeran w numerze Tattoo to ciężko tu coś napisać, bo jego właściwie w tej piosence nie ma. Warto również wspomnieć o tytułowym Breathe In. Breathe Out, nad którym poważnie zastanawiałem się, czy nie zaliczyć go do grona najlepszych utworów na płycie. Ostatecznie, jednak z tego zrezygnowałem, choć bardziej dlatego, że nie chciałem Was tam zamęczać setkami tytułów. Nie zmienia to, jednak faktu, że jest to kompozycja niezwykle udana – lekko balladowa, marzycielska i do tego bardzo melodyjna. W pewnej chwili Duff próbuje nawet rapować, co niestety nie wychodzi jej zbyt dobrze.

Podsumowując: Hilary Duff na Breathe In. Breathe Out. co prawda Ameryki nie odkryła i nawet o trochę nie zmieniła swojego przesłodzonego, dziewczęcego wizerunku na bardziej dojrzały, ale prawdą jest, że nagrała album, którego słucha się naprawdę przyjemnie,a jeszcze lepiej przy nim tańczy. Zwłaszcza dzieciaki powinny być zachwycone, choć również i dorośli powinni tu znaleźć coś dla siebie.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *